Gotycki kościół pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Drawnie jest świątynią jedno- nawową, zbudowaną na planie krzyża łacińskiego z cegły i kamienia, od wschodu znajduje się zamknięte pięcioboczne prezbiterium. Obecna bryła kościoła ukształtowała się po odbudowie ze zniszczeń wywołanych pożarem w 1690 r. oraz po wybudowaniu w XIX w. wieży. Czytaj dalej »
Archiwum autora: Andrzej Szutowicz
Strona 3
Dzieciństwo
Urodziłem się wiosną 1927 roku w Dąbiu Kujawskim w pow. włocławskim, jako drugie dziecko Anieli i Władysława Skoniecznych. Mieszkaliśmy w miejscowości Borucin. Z czasem, dzięki przychylności stwórcy miałem siedmioro rodzeństwa: czterech braci i trzy siostry. Tata był z zawodu murarzem, ale aby nas wszystkich wyżywić imał się wszystkich prac; był również dekarzem i zdunem. Tak naprawdę to potrafił zrobić wszystko. Mama nigdzie nie pracowała i zajmowała się naszym wychowaniem. Była straszna bieda. Do garnka nie było co włożyć, więc zdarzało się, że często chodziliśmy głodni. Były to ciężkie czasy, ale nie narzekaliśmy. Pomimo biedy wszyscy trzymaliśmy się razem. Zdążyłem ukończyć cztery klasy szkoły podstawowej, do której uczęszczałem w Borucinie. Uczyłem się nieźle. Pamiętam, że w te ostatnie wakacje w 1939 roku była bardzo piękna pogoda. Miały się one okazać moimi ostatnimi wakacjami w życiu. Nadchodzące wydarzenia miały sprawić, że moje dzieciństwo zostało nagle przerwane. Czytaj dalej »
Kiedyś w latach 60-tych, gdy byłem wyrastającym szkrabem, siedziałem u mojej babci Weroniki, w kuchni. Było to w Bytowie. Babcia coś robiła, aż przyszedł dziadek Franciszek i zaczęli miedzy sobą po swojemu rozmawiać. Nic nie rozumiałem. Zacząłem się zastanawiać nad ich mową. Gdy dziadek wyszedł do warsztatu, ni stąd i ni zowąd zapytałem: „Babcia, a babcia jest Polką?” Babcia popatrzyła na mnie i rzekła: „Nie, Andrzejku, nie, ja jestem Białorusinką”…
Mieszkaniec Rościna, pan Józef Leszek Tomaszewski przyniósł swoje materiały do muzeum w Drawnie. Są to zdjęcia, dokumenty, a wśród nich świadectwa z polskiej szkoły w Indiach. Materiały te przekazał p. Alicji Łukasik kierującej sprawami drawieńskiego „Spichlerza”. Przy okazji opowiedział jej fascynujące dzieje swojej rodziny, które p. Łukasik pobieżnie spisała. Pan Tomaszewski pokazał dwie książki autorstwa jego pradziadka Franciszka Bohuszewicza.
Przyjechałem do Spichlerza dzień po tej wizycie. Podobizna autora książki, którą pokazała mi p. Alicja wydała mi się znajoma. Myśli moje pobiegły do dalekich Żupran na Białorusi, do kościoła z przyległym cmentarzem. Ale w materiałach miejscowość ta nie była wspomniana. Przewijały się jedynie Kuszlany. No cóż, pomyliłem się… Z pomocą przyszedł internet. Już nie było pomyłki. Nie ulegało wątpliwości, swego czasu stałem w Żupranach, przy grobie rodzinnym przodków p. Tomaszewskiego. Internet odsłonił kolejną tajemnicę: okazało się, że Franciszek Bohuszewicz uznany jest za prekursora nowoczesnej literatury białoruskiej. Do czasu wizyty w Spichlerzu nikt nie wiedział, że prawnuk pisarza jest mieszkańcem naszego regionu. Dziś, dzięki muzeum, w którego powstaniu mam znaczny udział, już to wiemy.
Pojechałem do Rościna, rozmawiałem z p. Tomaszewskim, i to co jeszcze się dowiedziałem dopisałem do relacji spisanej przez p. Alicję Łukasik, którą również uzupełniłem biografią Franciszka Bohuszewicza. Czytaj dalej »
Uśpiona historia małych miejscowości po latach znajduje swoich odkrywców. Często te odkrycia zaskakują, gdyż raptem okazują się powiązane z tzw. wielką historią. Niemieckie nazwy tych miejscowości często wplecione są w życiorysy wybitnych osób lub ważnych wydarzeń, przez co tkwią niezauważone przez Polaków w podręcznikach i w historycznych opracowaniach. Mała wioska pod Barlinkiem – Żydowo – niejako to potwierdza. Wpleciona pod nazwą Siede w biografie dwóch pruskich generałów czekała aż p. Kazimierz Hoffmann z Barlinka idąc tropem rodziny Kalcksteinów odkrył tych bohaterów zmagań największych kampanii wojennych XIX w. Nie byli ze sobą spokrewnieni działali też w innych epokach łączyła ich miejscowość, w której posiadali majątek, i w której spoczęli na zawsze. Łączyło ich także odznaczenie – jedno z najbardziej prestiżowych w historii wojskowości. Samo jego posiadanie było niezwykłą nobilitacją. Czytaj dalej »
14 października 1806 r. armia napoleońska pod Jeną i Auerstedt rozgromiła główne siły pruskie. W państwie pruskim upadło morale i chęć walki. Tylko nieliczni dowódcy i młodzi oficerowie próbowali ratować jego honor. Armia francuska parła na wschód, przejmując obsadzone załogami nadal silne twierdze i rozbijając zdezorientowane oddziały.
Para królewska opuściła Berlin. Król licząc na pomoc Rosji, z resztą swoich wojsk zamierzał stawić opór w Prusach Wschodnich. Monarsza ewakuacja (ucieczka) przebiegała z Berlina przez Szczecin, Stargard Szcz., Recz, Kalisz Pomorski, Mirosławiec, Wałcz, Piłę, itd.
Królewscy małżonkowie nie podróżowali razem. Możliwe, że przeważyły racje bezpieczeństwa i królowa z synem księciem Wilhelmem przemieściła się inną trasą, która wiodła także przez Choszczno i Drawno. Czytaj dalej »
Kolejne, niestety już jedne z ostatnich zdjęć nadesłał z Czadu st. sierż Krzysztof Dzierbun. Kończy się historyczna, bo pierwsza zmiana w tym egzotycznym dla Polaków państwie. Wraz ze zdjęciami nadeszły pozdrowienia dla kadry i pracowników wojska w Drawnie.
13 maja 1935 r. i w dzień pogrzebu – 18 maja – zostały w Niemczech opuszczone flagi państwowe do połowy masztów.
Telegramy kondolencyjne
Z Berlina do Warszawy nadszedł do Prezydenta i Rządu RP telegram:
Głęboko poruszony wiadomością o zgonie Marszałka Piłsudskiego wyrażam Waszej Ekscelencji i rządowi polskiemu najszczersze wyrazy współczucia moje i rządu Rzeszy. Polska traci w powołanym do wieczności Marszałku twórcę swego nowego państwa i swego najwierniejszego Syna. Wraz z narodem polskim również naród niemiecki obchodzi żałobę z powodu śmierci tego wielkiego Patrioty, który przez swą pełną zrozumienia współpracę z Niemcami oddał nie tylko wielką usługę naszym krajom, ale przyczynił się ponadto w sposób jak najbardziej wartościowy do uspokojenia Europy.
Adolf Hitler, Niemiecki Kanclerz Rzeszy Czytaj dalej »
Żydzi niemieccy, ci którzy nie uciekli lub nie emigrowali zniknęli tak, jak zniknął cały ich naród w tej części Europy. Początkowo nie wierzyli, że może ich spotkać tak okrutny los, stąd po przybyciu do gett pogardzali miejscowymi Żydami. Mieli ich za gorszych i obcych, dopiero gdy w oddali słychać było złowieszcze gwizdy pociągów, mających wszystkich wywieść ku wieczności, zrozumieli, że należą do tego samego narodu…
Prologiem tej tragedii była noc 9/10 listopada 1938 r., która do historii przeszła jako kryształowa. Tej nocy w szaleńczym amoku zniszczono dobra materialne, kulturalne i religijne Żydów w Niemczech. Obecnie mija 70 lat od tamtych wydarzeń. Rocznica ta ma swoje smutne odniesienie także do Choszczna – niemieckiego Arnswalde. Czytaj dalej »
W grudniu 1936 r. władze wojskowe rozpoczęły tzw. polonizację Chełmszczyzny, akcję, której nasilenie przypadło na lata 1937–1938. Był to akt zbrodniczej wręcz głupoty, nawet z punktu widzenia polskiej racji stanu. Oto w przededniu wojny, z którą władze te miały już obowiązek się liczyć, rozpoczęto przymusowe nawracanie na katolicyzm prawosławnych mieszkańców Chełmszczyzny, uważając ich za zruszczonych Polaków. […] Akcja ta, prowadzona na terenach, gdzie dotychczas nie było większych napięć w stosunkach narodowościowych [...] przysporzyła Polsce i Polakom nowych rzeszy nieprzejednanych wrogów, a dla ludności Chełmszczyzny i Wołynia stała się podstawowym doświadczeniem, kształtującym w następnym okresie ich stosunek do Polaków.
Tadeusz Andrzej Olszański, Historia Ukrainy XX w., Warszawa, 1993, s. 155–156.
www.cerkiew1938.pl
Jednym z animatorów tej akcji był gen. Bruno Olbrycht, który często utożsamiany jest z jej apogeum, czyli niszczeniem cerkwi w 1938 r. W tym roku obchodzono 70. rocznicę tych wydarzeń. Często w okolicznościowych publikacjach pojawia się nazwisko generała, co może sugerować, że to on ponosi za wszystko główną winę. Zapomina się przy tym o jego przełożonych. Czytaj dalej »
W środę 29 października w Warszawie odbyły się uroczystości z okazji czwartej rocznicy otrzymania sakry biskupiej i ingresu Biskupa Polowego gen. Tadeusza Płoskiego. Ponieważ uroczystości niemal zbiegły się z imieninami Biskupa Polowego, do Katedry Polowej Wojska Polskiego przyjechali nie tylko podwładni kapelani WP, przybyła także generalicja oraz przedstawiciele służb mundurowych, świata polityki, kultury, nauki, środowisk kombatanckich, organizacji patriotycznych. Przyszli także Ci, którzy przez swą obecność chcieli ukazać swą życzliwość dla solenizanta i zarazem jubilata w biskupstwie. Garnizon Choszczno reprezentował ks. mjr. Andrzej Lemieszko. Na uroczystościach był też obecny przedstawiciel Koła nr 21 Stowarzyszenia Saperów Polskich w Drawnie (autor zdjęć). Czytaj dalej »
2 października na Półwysep Helski wkroczyły wojska niemieckie. Tym samym zakończyła się Kampania Wrześniowa nad polskim Bałtykiem. Obrońcy Wybrzeża dostali się do niewoli oficerowie do oflagów a podoficerowie i szeregowcy do stalagów. Gro pracowników wojska trafiło do obozów koncentracyjnych wielu rozstrzelano w Piaśnicy. Ogólnie po przegranej wojnie 1939 r. do niewoli niemieckiej dostało się 19 tys. oficerów i 33 generałów Wojska Polskiego, rozmieszczono ich w 23 uprzednio przygotowanych oflagach. Niestety niedożywienie, brak lekarstw, stan psychiczny i zwykłe prawa biologiczne robiły swoje. Wielu oficerów nie doczekało wyzwolenia. Podobnie było z podoficerami i żołnierzami, jednak gro z nich zwolniono do domów już na samym początku niewoli, pozostali, ok. 200–220 tyś. trafiło do obozów jenieckich (stalagi) z tej liczby zdecydowaną większość zmuszono do zrzeczenia się statusu jeńca i skierowano jako pracowników przymusowych do pracy na roli. Czytaj dalej »
Tęskno do domu. Zdjęcia z konwojów i z kolegami oraz serdeczne pozdrowienia wraz z muzyką Irlandzką, wykonaną przez rodowitego Irlandczyka na samochodzie polskiej misji w Czadzie, przesyła saper z Drawna chor. szt. Zbigniew Sadowski. Czytaj dalej »

Ostatnie komentarze: