Co parę dni tuż po piątej rano w bazie North Star, gdzie stacjonują siły główne PKW Czad można usłyszeć odgłosy detonacji. To polscy saperzy prowadzą walkę z zardzewiałą śmiercią.
Żołnierze patrolu rozminowania PKW Czad służący na co dzień w 1 Brzeskiej Brygadzie Saperów mają, szczególnie ostatnimi dniami, naprawdę dużo pracy. Tylko w ostatnim tygodniu trzykrotnie wyjeżdżali na akcję niszczenia niewybuchów i niewypałów. Wokół bazy North Star znajdowane są bowiem kolejne naboje, pociski, zapalniki. To wszystko wskazuje na to, że w przeszłości w tej okolicy toczyły się ciężkie walki. – Najczęściej znajdujemy amunicję karabinową – jest jej tutaj naprawdę dużo. Sporo jest też zapalników, fragmentów pocisków przeciwpancernych, odnajdujemy również całe naboje artyleryjskie – wylicza dowódca patrolu rozminowania mł. chor. sztab. Andrzej Hałabura, który niszczeniem zardzewiałej śmierci zajmuje się od 7 lat. W trakcie dotychczasowej służby mł. chor. sztab. Hałabura dwukrotnie uczestniczył w zagranicznych misjach. Najpierw był w Kosowie a potem w Bośni i Hercegowinie, gdzie niemal codziennie przyjmował zgłoszenia o znalezionych niewypałach i niewybuchach. – Nie pamiętam dokładnie ile niebezpiecznych materiałów zniszczyliśmy podczas misji na Bałkanach, ale było tego autentycznie dużo. Bardzo często jeździliśmy na akcję niszczenia broni i amunicji zebranych od lokalnych mieszkańców – wspomina saper. Czad to jedno z najmniej spokojnych państw na afrykańskim kontynencie. W 1987 roku zakończyła się wojna z Libią, którą przetoczyła się przede wszystkim przez północny obszar kraju. Od tamtej pory Czad jest areną, na której przeprowadzane są kolejne rebelie. Różne ugrupowania rebelianckie, średnio raz, dwa razy do roku, staczają regularne walki z siłami rządowymi, szczególnie we wschodniej części kraju, gdzie obecnie stacjonują żołnierze z Unii Europejskiej. Pozostałości tych wszystkich konfliktów są neutralizowane przez polskich saperów. – Dużo jest lasek prochowych, które świadczą o używaniu na tym terenie pocisków czołgowych i artyleryjskich, które potem rozebrano. O zgrozo, zdarza się, laski prochowe przynoszą do nas czadyjskie dzieci, co wskazuje na to, że po prostu bawią się tymi niebezpiecznymi znaleziskami – relacjonuje mł. chor. sztab. Krzysztof Czechonin, drugi z żołnierzy bezpośrednio zajmujących się nieszczeniem niewybuchów, który ma za sobą długoletnią praktykę w tym zakresie, był m.in. dwukrotnie w ramach misji „Enduring Freedom” w Afganistanie. Co może się stać w momencie kiedy w ręce dzieci dostają się naboje artyleryjskie, tego specjalnie tłumaczyć nie trzeba. Można za to posłużyć się przykładem wprost z czadyjskiej misji. – To było w końcu sierpnia. W nocy do naszego TOC (taktyczne centrum operacyjne) wpłynęła prośba z lokalnej siedziby UNHCR w Iribie. Chodziło o przysłanie wsparcia medycznego do miejscowego szpitala, do którego transportowano w międzyczasie ranne czadyjskie dzieci – wspomina ppłk Krzysztof Leszczyński, szef sztabu PKW Czad. – Zorganizowaliśmy na szybko eskortę, z którą pojechał dowódca Grupy Zabezpieczenia Medycznego PKW Czad, ppłk Robert Kosmowski oraz jedna z pielęgniarek. Po przyjeździe okazało się, że troje przewiezionych do Iriby dzieci zostało poważnie rannych w wyniku eksplozji naboju artyleryjskiego, którym się bawiły. Niestety, na miejscu zginęła dwójka innych dzieci – mówi, ze smutkiem, ppłk Leszczyński. Na zardzewiałą śmierć muszą uważać również wszyscy żołnierze sformowanego na bazie PKW Czad Wielonarodowego Batalionu Północ EUFOR bowiem nigdy nie wiadomo, co może tkwić głęboko w piachu naniesionym przez wodę np. w korytach tymczasowych rzek tzw. wadi, przez które codziennie przejeżdżają patrole. Nie ma złotego środka, by na 100 procent ustrzec się przed takim zagrożeniem, trzeba mieć oczy szeroko otwarte i nie popadać w rutynę. Do tej pory polscy saperzy dwukrotnie wyjeżdżali na akcję usuwania niewybuchów znajdujących się przy drogach. Zgłoszenia otrzymali właśnie od żołnierzy z naszych patroli. – Pamiętam kiedy w czasie służby Afganistanie szedłem jedną z dróg na trenie bazy Bagram, w której stacjonowaliśmy. W pewnym momencie zauważyłem wystający z ziemi kawałek metalu. Gdy podszedłem bliżej i zacząłem delikatnie odgrzebywać ten przedmiot okazało się, że znalazłem minę narzutową, która tkwiła głęboko w gruncie – mówi plut. Nikodem Kita, jeden z brzeskich saperów pełniących obecnie służbę w Czadzie. – Drogą jeździły codziennie samochody, przechodzili żołnierze, a mimo to nikt nie zauważył wcześniej tej miny. Oznaczyłem teren, zameldowałem przełożonemu a następnie zdetonowaliśmy na miejscu niebezpieczne znalezisko – dodaje plut. Kita. Wiele z niewybuchów, które znajdują polscy saperzy trzeba, ze względów bezpieczeństwa, niszczyć w miejscu ich znalezienia. Podjęcie i przetransportowanie zardzewiałej śmierci w inne miejsce grozi bowiem eksplozją. Dlatego zawsze na akcje patrolu rozminowania wyjeżdża specjalna eskorta, w składzie której są żołnierze odpowiedzialni za zabezpieczenie terenu i personel Grupy Zabezpieczenia Medycznego PKW Czad dysponujący Rosomakiem w wersji medycznej. Neutralizowanie niewybuchów i niewypałów odbywa się wczesnym rankiem kiedy ryzyko pojawienia się w okolicy wybuchu mieszkańców Iriby oraz sąsiadujących z North Star wiosek jest znikome.
Trwa ciągły wyścig z czasem, a brzescy saperzy niszczą kolejne pozostałości po konfliktach i starają się, jak tylko można, poskromić niesamowitą ciekawość okolicznych dzieci, która może mieć niezwykle tragiczne następstwa.
W ramach Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Republice Czadu służy obecnie 15 żołnierzy z brzeskiej brygady. Przed rozpoczęciem, w maju bieżącego roku, budowy baz: tymczasowej i docelowej dokładnie sprawdzono teren, a znalezione niewybuchy i niewypały zniszczyli jeszcze saperzy z Inżynieryjnej Grupy Przygotowawczej, którzy 9 września wrócili do Polski.
Tekst i zdjęcia:
mjr Krzysztof Plażuk
oficer prasowy PKW Czad


Komentarze (0)