Dwunastoletnia Justyna Przybylska z Suliszewa od maja ubiegłego roku walczy z chorobą nowotworową kości. Przeszła ponad trzydzieści chemioterapii i wiele bólu. Dziś czuje się zdrowa, ale na ostateczne wyniki musi jeszcze poczekać.
Jest nadzieja
W niedzielę po raz kolejny pojechała z mamą do Warszawy na kompleksowe badania. Zostanie w Klinice Chirurgii Onkologicznej Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie. Od rana do wieczora będzie towarzyszyć jej mama, która na nocleg uda się do Fundacji Pomocy Dzieciom z Chorobą Nowotworową na ul. Przybyszewskiego. – Lekarze powiedzieli nam, że bitwa jest wygrana, ale wojna jeszcze trwa.
Musi minąć długich pięć lat, zanim można będzie powiedzieć, że moje dziecko wyzdrowiało – mówi Zofia Przybylska. Wierzy, że choroba już nie powróci. Jeszcze więcej wiary ma sama Justyna. – Już nigdy nie zachoruję, będę wolontariuszką i pomogę innym walczyć. Już teraz pomagam. Wysyłam listy przez internet do osób, które załamują się swoją chorobą. – mówi dziewczynka. Pisze do kolegów i koleżanek ze szpitali w Szczecinie i Warszawie, gdzie spędziła większość ostatniego roku. Jest po operacji nogi i ma sztuczne kolano, bo jej własne zniszczyła osteosarcoma, czyli nowotwór złośliwy. – Musiałam odrzucić kule, bo mogłam uszkodzić sobie kręgosłup, więc chodzę już bez nich – mówi Justyna, która niedawno nosiła jeszcze perukę, bo jej wypadły włosy. Przed nią długa rehabilitacja. – Trzeba jeździć codziennie do szpitala w Choszcznie, gdzie Justyna ćwiczy pod okiem fachowca – dodaje jej mama.
Wszędzie daleko i wszystkiego brakuje
Nie jest im łatwo, bo mieszkają niby w Suliszewie przy ulicy Zielonej, ale jest to odległa o ponad dwa kilometry od wsi kolonia. Dojechać lub dojść można tylko polną drogą. Rodzice Justyny nie mają auta, więc trzeba je codziennie wynajmować. Brakuje im pieniędzy, ponieważ zarabia tylko ojciec, który jest po wypadku. Nie widzi na jedno oko. Komisja lekarska odrzuciła wniosek o rentę. Na trzy osoby mają niewiele, bo ponad tysiąc złotych. Są wdzięczni wszystkim, którzy im pomogli w najtrudniejszych chwilach. Dużo zwłaszcza pomogli im mieszkańcy Suliszewa i powiatu choszczeńskiego. Prowadzono akcje charytatywne na rzecz Justyny. – Mam za to nowy tapczan i biurko – cieszy się dziewczynka, której szkoła w Suliszewie podarowała też używany komputer. Rodzice mieli możliwość zainstalowania Internetu i Justyna może swobodnie porozumiewać się z innymi ludźmi. Przybylscy mieszkają jednak w opłakanych warunkach – w dwóch maleńkich pokoikach z kuchnią. Bez łazienki i centralnego ogrzewania, przy chorobie Justyny jest to nie do pomyślenia. – Nie stać nas na nic innego. O remoncie musimy zapomnieć. Najważniejsze jest zdrowie mojego dziecka – tłumaczy matka. Rodzina ma dużo długów, bo leczenie jest kosztowne. Bliscy martwili się jak to będzie, gdy Justyna pójdzie od września do szkoły, bo dotąd dojeżdżała do Suliszewa rowerem. Teraz jest to niemożliwe. – Wystąpiliśmy o nauczanie indywidualne, ale moja córka chce spędzać czas rówieśnikami, więc chociaż parę godzin w tygodniu powinna przebywać w szkole – mówi pani Zofia. Mimo cierpienia dziewczynka zdobyła świadectwo z czerwonym paskiem, na które złożyły się oceny z trzech szkół. – W szpitalach w Warszawie i w Szczecinie też się uczyłam, a do domu przyjeżdżały panie nauczycielki ze szkoły w Suliszewie – mówi Justyna, która 17. lipca skończyła 12 lat.
Można im pomóc
Po to, aby leczyć Justynę założono specjalne konto. Wpływy wystarczyły akurat na noclegi i podróże matki z córką do Warszawy. Takie pobyty trwały nawet półtora miesiąca. Ostatnio już pieniądze nie wpływają. Wszyscy, którzy chcieliby pomóc Justynie w walce z chorobą, mogą wpłacać pieniądze na konto:
Fundacja Pomocy Dzieciom z Chorobą Nowotworową
ul. Przybyszewskiego 47, 01-849 Warszawa.
Nr konta: 08 1240 1066 1111 0000 0006 1694
Hasło: Justyna Przybylska
Podajemy także numer telefonu do matki dziewczynki: 694 193 337


jestem zdrowa
ale da sie przeżyc taką chorobe
Jesteś dzielna.
Wszystkiego dobrego!