Charytatywny Bal Kostiumowy Klubu Kiwanis Kobieta 2000


Muzeum na strychu

Pani Alina Jędraszczyk w swoim muzeum na strychuMakatka prababci, szewskie kopyto i tatowy sierp.

Alina Jendraszczyk z Kruczaja od lat zbiera stare przedmioty. Nagromadziło się ich tyle, że znalazły się w muzeum. Niestety, nie figuruje ono w żadnym folderze promującym gminę Bierzwnik czy cały powiat choszczeński. Jest nim po prostu strych leśniczówki, w którym nietypowa pani kustosz mieszka wraz z mężem Stanisławem, znanym specjalistą ds. łowieckich w Nadleśnictwie Bierzwnik.

Eksponaty mogą obejrzeć tylko wtajemniczeni goście. Reporterce „Głosu” udało się tam zajrzeć podczas zbierania informacji o dzikach, które pani Alina ocaliła przed śmiercią. Kilkudniowe prosięta zimą straciły matkę. Zabił ją kłusownik w okresie ochronnym, a mieszkanka Kruczaja zdobyła się na niesamowity wyczyn, by uratować jej zmarznięte dzieci. Wszystkie przeżyły i teraz mają się dobrze. O tej historii pisaliśmy w jednym z sierpniowych wydań gazety.

Muzeum na strychu. Stanisław Jędraszczyk - mąż pani Aliny.Historia rodziny i nie tylko
– Moja żona ma także inne hobby – powiedział Stanisław Jendraszczyk, który zdradził skrywaną przez nią tajemnicę i pokazał strych leśniczówki. Okazało się, że znajdują się tam prawdziwe skarby. Pani Alina sama wyremontowała dwa nieużytkowane przez lata pomieszczenia i wyeksponowała tam przedmioty mające historyczną wartość. – Mąż mi trochę pomógł. Ja tego nie miałam już gdzie trzymać, więc tutaj znalazło się doskonałe miejsce. Wcześniej był tu okropny bałagan, chyba od czasu zakończenia drugiej wojny światowej – stwierdziła pasjonatka, która zgromadziła tam wiele pamiątek rodzinnych oraz staroci kupowanych w czasie licznych podróży po Polsce.

Takie same jak na filmie
Najbardziej ceni sobie makatkę, która od dawna znajduje się w rękach rodziny. – Moja prababcia Drabikowska zrobiła ją własnoręcznie z lnu, który wyrósł na jej własnym polu – mówi pokazując tkaninę wiszącą na jednej ze ścian. Pod nią zaś umieściła porcelanowe naczynia do mycia, które 140 lat temu któryś z przodków przywiózł z Francji. Dziś podobne możemy zobaczyć tylko na starych zdjęciach lub w filmach kostiumowych. Wśród pamiątek ze strychu znajdują się także liczne urządzenia kuchenne, nie brak także akcesoriów myśliwskich z leśnymi motywami. Są tam sztućce, młynki do kawy i pieprzu, dzbanki, a także sporo innych naczyń. Ludzie, którzy pamiętają dawną wieś, bez problemu rozpoznają np. nieckę, w której rósł chlebowy rozczyn. – Przywiozłam ją spod Kalisza Wielkopolskiego. Babcia posługiwała się taką samą – mówi pani Alina. Nie zabrakło tam także łapki na myszy, którą posługiwano się jeszcze przed drugą wojną światową czy szewskiej formy do robienia butów. – Tatowy sierp też mamy – śmieje się pan Stanisław pokazując narzędzie do ścinania zboża. W drugim z pomieszczeń zgromadziła eksponaty trochę młodsze i bardziej nowoczesne pod względem techniki. Jest tam kilka radioodbiorników i telewizorów, które produkowano w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. Wszystkie działają.

To dla Zuzi
– Nie chwalimy się naszym strychem. Czasem pokazujemy go niektórym ludziom – mówi Alina Jendraszczyk. Wraz z mężem zamierzają przekazać je kiedyś swojej maleńkiej wnuczce Zuzi, która mieszka w Poznaniu, ale często bywa u dziadków. – To nasz upragniony i największy skarb – stwierdzają zgodnie Jendraszczykowie, którzy są także rodzicami dwóch dorosłych synów. – Oglądałem te zbiory. Jestem pełen podziwu dla pasji pani Aliny – stwierdził Jan Rurek nadleśniczy z Bierzwnika, któremu udało się obejrzeć te eksponaty. O zbiorach opowiedzieliśmy też kustoszowi Muzeum Ziemi Choszczeńskiej Grzegorzowi Jackowi Brzustowiczowi, który także chętnie by je obejrzał. – Świetnie, że w naszej okolicy mieszkają ludzie chcący ocalić od zapomnienia takie przedmioty – oznajmił historyk.

Komentarze (0) do „Muzeum na strychu”


  1. Brak komentarzy
17. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy - dla wczesnego wykrywania nowotworów u dzieci

Zostaw komentarz